Zbyt duże oczekiwania

Zbyt duże oczekiwania – Edward Garścia

W grudniu 2009 r. odbył się w Kopenhadze kolejny szczyt klimatyczny, określany symbolem COP-15. Obrady otworzył minister Maciej Nowicki, pełniący funkcję prezydenta COP-14 zorganizowanego w 2008 r. w Poznaniu.

Podsumowując okres swojej prezydencji minister Nowicki omówił międzynarodowe działania dyplomatyczne, obejmujące dziesiątki spotkań z kluczowymi dla całego procesu postaciami. Wspomniał m.in. o spotkaniu w maju 2009 r. na forum Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku ministrów rolnictwa, natury, rozwoju i leśnictwa, na którym dyskutowano o bezpieczeństwie żywnościowym, gospodarce przestrzennej i zalesieniu.

Podkreślił, że głównym celem wszystkich działań winno być takie ograniczenie emisji gazów cieplarnianych, aby przyrost zwiększającej się temperatury na Ziemi nie przekroczył 2°C. Będzie to możliwe, jeśli globalny poziom emisji gazów cieplarnianych przestanie wzrastać do 2020 roku i zostanie zmniejszony o 50% do roku 2050.

Po wystąpieniu prof. Nowickiego przewodnictwo Konferencji przejęła minister środowiska Danii pani Connie Hedegaard.

W obradach, w których uczestniczyły delegacje ze 193 państw i reprezentanci wielu międzynarodowych organizacji, dochodziło do licznych kontrowersyjnych wypowiedzi i sprzeczek. Nawiązywano np. do protokołu z Kioto, którego nawet bogate kraje nie zrealizowały.

Dlatego kraje afrykańskie i kraje grupy G77 domagały się rozliczenia krajów bogatych z wypełnienia zobowiązań objętych tym protokołem. Delegaci 53 państw afrykańskich opuścili  nawet sesję plenarną w proteście przeciw unikaniu tego tematu. Grupa krajów G77 sprzeciwiła się nakładaniu zobowiązań redukcji emisji gazów cieplarnianych na kraje rozwijające się, dla których wzrost gospodarczy i walka z ubóstwem jest najważniejsza. Dyskusyjne było ustalenie punktu odniesienia, od którego należało ograniczyć emisję CO2. Jedni chcieli to wiązać z PKB, inni z wielkością emisji przypadającej na głowę mieszkańca. Chiny, których roczna emisja CO2 jest podobna do USA (ok. 7 miliardów ton), podkreślały, że wskaźnik przypadający na głowę mieszkańca jest prawie 5 razy niższy niż w Ameryce i dlatego nie mogą przyjąć zobowiązań kosztem wzrostu gospodarczego.

Unia Europejska, która kilka lat temu zapowiedziała redukcję emisji CO2 o 20% do roku 2020, deklarowała gotowość jeszcze większego obniżenia nawet o 30%, jeśli inne państwa zobowiążą się do podobnych działań.

Z każdym dniem widać było, że zawarcie porozumienia jest coraz trudniejsze, dominowały niekończące się dyskusje i spory wynikające z rozbieżnych interesów. Niecierpliwie czekano na przyjazd najważniejszych osób, m.in. prezydenta USA. I rzeczywiście dopiero prezydent Barack Obama na spotkaniu za zamkniętymi drzwiami uzgodnił z przywódcami Chin, Indii, Brazylii i RPA treść końcowego dokumentu, który został przekazany przedstawicielom pozostałych 188 państw. Nie ma on niestety prawnej ważności i akceptacji stron zgodnie z zasadami ONZ.

Najważniejsze postanowienia tego dokumentu to m.in. zapis o konieczności ustabilizowania emisji gazów cieplarnianych na takim poziomie, aby wzrost temperatury nie przekroczył 2°C (przy jednoczesnym zapewnieniu krajom możliwości zrównoważonego rozwoju, a także zaoferowanie pomocy finansowej dla krajów rozwijających się w wysokości 30 mld USD na lata 2010-2012 oraz określenie długoterminowych potrzeb finansowych w wysokości 100 mld USD rocznie w roku 2020.

Według Bernarda Błaszczyka, podsekretarza stanu w Ministerstwie Środowiska, przewodniczącego polskiej delegacji, „COP-15 to zdecydowanie jeden z najtrudniejszych szczytów klimatycznych i globalnych w procesie ONZ. Od samego początku wiadomo było, że delegatów czeka ekstremalnie trudne zadanie. Praktycznie wszystkie delegacje były niezwykle zdeterminowane, aby osiągnąć ambitne porozumienie w Kopenhadze w odpowiedzi na powszechne społeczne oczekiwanie. Niestety, nie do końca przejrzyste procedury wypracowywania końcowego dokumentu spowodowały sprzeciw niektórych krajów – a w konsekwencji doprowadziły do bardzo trudnych dyskusji na zamykającej konferencję sesji i obniżenie rangi dokumentu. To wyraźny i wymowny znak, że nie można osiągnąć porozumienia w skali globalnej bez zaangażowania wszystkich uczestników”.

Pytanie, jak wypadła Polska na tle toczonych dyskusji. Odpowiadając krótko: dobrze, bo zrealizowaliśmy zapisy protokołu z Kioto o redukcji emisji CO2. Obniżyliśmy emisję o 30%. Pogłębiając wypowiedź, trzeba przyznać, że mamy trudną sytuację. Gospodarkę energetyczną opartą mamy na węglu. Będziemy mieć coraz większe trudności z obniżeniem emisji CO2. Trudno nam będzie uczestniczyć w pomocy finansowej dla krajów rozwijających. Bo chociaż Polska zaliczana jest do krajów bogatych, to przecież w wielu dziedzinach jesteśmy zacofani i potrzebujemy ogromnych pieniędzy. Na naukę, ochronę zdrowia, infrastrukturę (w listopadowej AURZE pisałem o kolei staczającej się na dno). Miejmy nadzieję, że do następnego szczytu w Meksyku wiele się może jeszcze zmienić.