Artykuł wstępny
Trzeba ważyć słowa – Edward Garścia
Przed klimatycznym szczytem w Poznaniu słuchałem w I programie Polskiego Radia dziennikarza Rafała A. Ziemkiewicza, który mówił, że do Poznania przybywa 12 tysięcy darmozjadów, przylecą samolotami, które zanieczyszczą powietrze, mogliby więc przyjechać rowerami, narzekają na nie najlepsze hotele, a powinni zamieszkać w namiotach w lesie.
Gdyby te słowa były wypowiedziane w programie satyrycznym lub w dyskusji z adwersarzem, który z patosem mówi o szlachetnej misji ekologów, nie zrobiłoby to na mnie specjalnego wrażenia. Ale wypowiedziane w poważnej audycji w sposób arbitralny są nie do przyjęcia.
Oczekiwałem, że prowadzący ten program powie, iż wypowiedziane słowa są poglądem autora, ale że sprawa jest poważna, dyskusyjna i władze naszego kraju robią wszystko, aby Polską wypadła podczas tej imprezy jak najlepiej. I tak zresztą organizacyjnie, według ocen uczestników, wypadliśmy. Ale takich słów nie usłyszałem.
Postępujące ocieplenie klimatu jest faktem i nie wywołuje sporów. Topniejące lody na biegunie północnym są tego dowodem.
Kontrowersyjne wypowiedzi dotyczą jednak nie tyle zmian klimatu, ale głównie jego przyczyn.
Przed szczytem w Kopenhadze zabrał głos inny publicysta, Bronisław Wildstein (Rzeczpospolita z 17 XI 2009 r.):
„Dogmat „globalnego ocieplenia” ma niewiele wspólnego z nauką, a wiele z quasi-religiami współczesności. (…) Lękiem przed globalnym ociepleniem zarządzają biurokraci żywotnie zainteresowani jego krzewieniem, gdyż wojna z owym widmem daje im władzę i fundusze. (…) Nic dziwnego, że Komisja Europejska i organizacje ekologiczne, które żyją z walki ze smokiem globalnego ocieplenia, straszą na potęgę”.
Z przykrością można czytać takie słowa i to byłego szefa publicznej telewizji, której misją ma być propagowanie zrównoważonego rozwoju kraju.
Rola prasy jest ogromna, może w istotny sposób wpływać na decyzje władz i kształtowanie postaw obywateli. Ale winna ona być odpowiedzialna. Parę lat temu wypowiada- Trzeba ważyć słowa jąc się na ten temat, prof. Mirosław Handke. Były rektor AGH i były minister edukacji narodowej, podkreślał, że szanuje takich dziennikarzy, którzy wiedzą to, o czym piszą. I dawał przykład. W Stanach Zjednoczonych dziennikarz, który porusza się w obszarze prawa, ukończył wcześniej studia prawnicze. Każda dziedzina wymaga wcześniejszych odpowiednich studiów, a nie tylko dziennikarskich. U nas na temat zmian klimatu i ograniczania emisji CO2 zaroiło się od specjalistów, którzy wieszczą, że przyjęcie zobowiązań Unii Europejskiej grozi nam klęską gospodarczą.
Wielokrotnie pisałem, że mamy dużo możliwości ograniczania emisji gazów cieplarnianych i zamiast narzekać, powinniśmy podjąć odpowiednie działania.
Nasze elektrownie mają 30, 40, a nawet 50 lat. Były kiedyś w miarę nowoczesne, wyposażone w kotły pyłowe o ciśnieniu przekraczającym 100 atmosfer i temperaturze pary powyżej 500°C. Ale obecnie są już przestarzałe. Jeśli do nich dowieziemy, przykładowo, jeden milion ton węgla, to wykorzystają one do wytworzenia prądu zaledwie 300 do 350 tysięcy ton. Reszta idzie na podgrzanie atmosfery i wody chłodzącej. W nowo wybudowanym bloku energetycznym w Pątnowie wykorzystuje się 450 tysięcy ton: blok ten ma więc co najmniej o 10% wyższą sprawność niż stare elektrownie.
Gdyby wspomniane elektrownie w miejsce starych postawiły nowoczesne bloki energetyczne, zaoszczędzilibyśmy co najmniej 10 milionów ton węgla rocznie i automatycznie ograniczylibyśmy emisję CO2 o kilkanaście milionów ton.
Duże oszczędności energii drzemią w termorenowacji domów i gospodarstwach domowych. Narzekamy, że zbyt dużo kontraktujemy gazu ziemnego z Rosji. Nadwyżki mogą posłużyć do budowy elektrowni szczytowej lub zamiany szczytowych kotłów węglowych na gazowe w elektrociepłowniach.
Podobnych możliwości jest więcej i o nich trzeba pisać. Ich wdrażanie wynika z rachunku ekonomicznego, a ograniczenie emisji CO2 będzie przy tym ubocznym rezultatem. Pomijam tu rozwiązania nakierowane bezpośrednio na zmniejszenie emisji CO2; spalanie w tlenie, wychwytywanie CO2 i zatłaczanie go w ziemi, bo one są właśnie kosztowne.