Artykuł wstępny

12_2009Świąteczne rozważania – Edward Garścia

Okres Świąt Bożego Narodzenia to czas nie tylko składania życzeń, ucztowania, ale i pora refleksji nad zmianami, jakie zachodzą w naszym kraju i na świecie. W grudniu 2001 roku pisałem, że rozwiązania idą w dobrym kierunku i wszystko ułoży się według pomyślnych scenariuszy. Rozsypał się bowiem blok państw socjalistycznych, upadł mur berliński, zakończyła się zimna wojna i szaleńczy wyścig zbrojeń. Ameryka, państwo w pełni demokratyczne, wyrasta na wyraźnego hegemona, można powiedzieć, żandarma świata, pod którego parasol ochronny (NATO) zostaliśmy przecież przyjęci.

Obchody 20. rocznicy obalenia muru berlińskiego potwierdziły, ze nadzieje te w odniesieniu do Europy sprawdziły się. 27 państw, zjednoczonych w Unii Europejskiej, rozwija się bez konfliktów. Konflikty nasiliły się w innych częściach świata, zwłaszcza związane z procesem globalizacji; kraje biedne uznały, że przebiega on w interesie bogatych. Sytuacja została spotęgowana wydarzeniami z 11 września. Terrorystyczny atak w niespotykanej skali, a jego podłożem nie tylko ubóstwo narodów, ale przede wszystkim upokorzenie ich godności, gdyż tylko racje Ameryki miały być słuszne.

Wiemy, że riposta nastąpiła bardzo szybko i to z użyciem najnowszej techniki wojennej. I pytałem, czy zrzucane na Afganistan bomby nasycą głodnych i przemienią uczucia wrogości w tolerancję i miłość bliźniego? Zwłaszcza że dużo łatwiej wyżywić głodnych, choć jest ich kilkaset milionów, niż zaprowadzić demokrację i ład moralny na świecie.

Bo to, co się dzieje m.in. w Iraku, Afganistanie i Pakistanie, nie napawa optymizmem i nie rokuje szybkiego zaprowadzenia ładu za pomocą obcych wojsk. To sama Azja, a zwłaszcza kraje muzułmańskie, powinny rozwiązać swoje problemy. To ONZ i należące do niej kraje winny znaleźć sposób skłaniający zainteresowanych do pokojowego uregulowania swoich wewnętrznych spraw.

Pomoc bogatych dla krajów biednych jest nadal fundamentalną sprawą. Ale nie w formie patologicznej, np. my wam udzielimy kredytu, a wy zakupicie u nas czołgi. Dlatego przytaczałem słowa Jana Pawła II, który tak odnosił się do dotychczasowego charakteru międzynarodowej współpracy.

„Współpraca rozumiana jako zasiew pokoju nie może być jedynie formą pomocy czy wsparcia, której ukrytym celem jest wręcz osiągnięcie wtórnych zysków z udostępnionych środków. Winna natomiast być wyrazem konkretnej i aktywnej solidarności, która czyni ubogich twórcami własnego rozwoju i pozwala jak największej liczbie ludzi realizować – w konkretnych warunkach ekonomicznych i politycznych, w jakich żyją – właściwe człowiekowi twórcze zdolności, od których zależy także bogactwo narodów.”

Polska zaliczana jest w rankingach agend ONZ do krajów bogatych. Trudno się z tym zgodzić, miesiąc temu pisałem, że PKP, z braku środków na inwestycje, stacza się na dno. Tak jednak jest, bo w wielu krajach jest po prostu bieda. Ale do pomocy innym Polska specjalnie się nie spieszy. W 2004 r. Włodzimierz Cimoszewicz, wówczas minister spraw zagranicznych, mówił („Czas pomóc innym”, AURA 12/2004): „… W naszym własnym kraju wciąż istnieją obszary ubóstwa, zaniedbań i chorób, o które powinniśmy się zatroszczyć w pierwszej kolejności. Jednakże walka z nędzą na swoim podwórku i pomoc dla innych krajów nie powinny się wykluczać. Nie można bowiem zamykać oczu na to, co się dzieje na świecie – na głód, wojny, obszary pogrążone w zapaści cywilizacyjnej. Za pomocą dla krajów ubogich przemawiają argumenty ze sfery etyki, emocji, ale też zwykły realizm…”

Wówczas zachęcałem do dyskusji nad formami pomocy, które mogłyby być dla nas niezbyt uciążliwe. Np. zwiększenie puli stypendiów dla studentów z krajów rozwijających się. Z opowiadań Polaków wiem, że jeśli znaleźli się w takich krajach, jak Egipt, Irak czy Wietnam, to byli zaskoczeni serdecznością tamtejszych notabli studiujących wcześniej w Polsce.

Wróćmy jeszcze do muru berlińskiego i różnych wypowiedzi na temat jego zburzenia. Znalazły się w nich słowa uznania dla naszej Solidarności i Jana Pawła II. Bez nich podział Europy mógłby trwać znacznie dłużej. Warto odnotować również zaskakującą i szczerą wypowiedź Gorbaczowa. Na pytanie, dlaczego tak łatwo Związek Sowiecki godził się na te, niekorzystne dla niego, zmiany, odpowiedział po prostu: to co, mieliśmy wywołać III wojnę światową. Warto również przeczytać rozmowę Jerzego Baczyńskiego z Gorbaczowem na ten temat („Polityka” z 31 października br.) i na temat wzajemnych stosunków między Polską a Rosją. Wybrane fragmenty:

„Znam Polaków. W okresie pierestrojki nawiązaliśmy bardzo dobre stosunki. Staraliśmy się zrozumieć ruch Solidarności, poparliśmy decyzję o Okrągłym Stole.”

„Powiem więcej: to co robiła Polska, było dla nas ważne, wasi reformatorzy przyjeżdżali do nas, dzielili się doświadczeniem. To był proces zbliżenia, współpracy, chodziło o to, żeby przyszłe pokolenia miały lepsze życie i lepsze wzajemne stosunki. A wy wciąż wylewacie rtęć, o której się mówi, że wszystko zatruwa. Jakie jest wyjście? Mamy wciąż walczyć? To oczywisty absurd. Chciałbym zwrócić się do Polaków: budujmy razem naszą przyszłość, podtrzymujmy kontakty, wymieniajmy opinie, handlujmy, uczmy się nawzajem, uczmy dzieci współpracy”.

A o tę współpracę nadal trudno.

Pogodziliśmy się z Niemcami, sprzyjamy Ukrainie, a nadal wyciągamy wszystkie krzywdy doznane od Rosjan, choć jak pisze prof. Bronisław Łagowski („Przegląd” z 16 sierpnia 2009) to nie lud rosyjski, ale jego władze szukały odwetu na Polakach.

Kiedy wyzwolimy się z tego zamkniętego kręgu? Jeśli my hucznie świętujemy „zwycięstwo nad Wisłą”, to władze Rosji ustanawiają święto wypędzenia wojsk polskich z Moskwy. Czy w ogóle w XXI wieku jest sens obchodzenia rocznic związanych ze zwycięstwami w wojnach lub z klęskami, które zamieniamy w sukcesy? Świętujmy rocznice Konstytucji 3 Maja, jako powiew wolności i przemian społecznych, rocznicę wyboru Polaka na Stolicę Apostolską, bo swoim działaniem dał się poznać całemu światu. Obchodźmy rocznicę urodzin Kopernika, Marii Skłodowskiej-Curie – dwukrotnej noblistki – i innych nieprzeciętnych ludzi. A teraz godnie i z zaangażowaniem obchodźmy ustanowiony przez ONZ Rok Chopinowski i postarajmy się, aby było o tym głośno w całym świecie.

kres Świąt Bożego Narodzenia to czas nie tylko
składania życzeń, ucztowania, ale i pora refleksji nad
zmianami, jakie zachodzą w naszym kraju i na świecie. W grudniu
2001 roku pisałem, że rozwiązania idą w dobrym kierunku
i wszystko ułoży się według pomyślnych scenariuszy. Rozsypał
się bowiem blok państw socjalistycznych, upadł mur berliński,
zakończyła się zimna wojna i szaleńczy wyścig zbrojeń. Ameryka,
państwo w pełni demokratyczne, wyrasta na wyraźnego
hegemona, można powiedzieć, żandarma świata, pod którego
parasol ochronny (NATO) zostaliśmy przecież przyjęci.
Obchody 20. rocznicy obalenia muru berlińskiego potwierdziły,
ze nadzieje te w odniesieniu do Europy sprawdziły
się. 27 państw, zjednoczonych w Unii Europejskiej, rozwija
się bez konfliktów. Konflikty nasiliły się w innych częściach
świata, zwłaszcza związane z procesem globalizacji; kraje
biedne uznały, że przebiega on w interesie bogatych. Sytuacja
została spotęgowana wydarzeniami z 11 września. Terrorystyczny
atak w niespotykanej skali, a jego podłożem nie
tylko ubóstwo narodów, ale przede wszystkim upokorzenie
ich godności, gdyż tylko racje Ameryki miały być słuszne.
Wiemy, że riposta nastąpiła bardzo szybko i to z użyciem
najnowszej techniki wojennej. I pytałem, czy zrzucane na Afganistan
bomby nasycą głodnych i przemienią uczucia wrogości
w tolerancję i miłość bliźniego? Zwłaszcza że dużo łatwiej
wyżywić głodnych, choć jest ich kilkaset milionów, niż zaprowadzić
demokrację i ład moralny na świecie.
Bo to, co się dzieje m.in. w Iraku, Afganistanie i Pakistanie,
nie napawa optymizmem i nie rokuje szybkiego zaprowadzenia
ładu za pomocą obcych wojsk. To sama Azja, a zwłaszcza kraje
muzułmańskie, powinny rozwiązać swoje problemy. To ONZ
i należące do niej kraje winny znaleźć sposób skłaniający zainteresowanych
do pokojowego uregulowania swoich wewnętrznych
spraw.
Pomoc bogatych dla krajów biednych jest nadal fundamentalną
sprawą. Ale nie w formie patologicznej, np. my wam udzielimy
kredytu, a wy zakupicie u nas czołgi. Dlatego przytaczałem
słowa Jana Pawła II, który tak odnosił się do dotychczasowego
charakteru międzynarodowej współpracy.
„Współpraca rozumiana jako zasiew pokoju nie może
być jedynie formą pomocy czy wsparcia, której ukrytym celem
jest wręcz osiągnięcie wtórnych zysków z udostępnionych
środków. Winna natomiast być wyrazem konkretnej
i aktywnej solidarności, która czyni ubogich twórcami własnego
rozwoju i pozwala jak największej liczbie ludzi realizować
– w konkretnych warunkach ekonomicznych i politycznych,
w jakich żyją – właściwe człowiekowi twórcze
zdolności, od których zależy także bogactwo narodów.”
Polska zaliczana jest w rankingach agend ONZ do krajów
bogatych. Trudno się z tym zgodzić, miesiąc temu pisałem, że
PKP, z braku środków na inwestycje, stacza się na dno. Tak
jednak jest, bo w wielu krajach jest po prostu bieda. Ale do
pomocy innym Polska specjalnie się nie spieszy. W 2004 r.
Włodzimierz Cimoszewicz, wówczas minister spraw zagranicznych,
mówił („Czas pomóc innym”, AURA 12/2004): „…
W naszym własnym kraju wciąż istnieją obszary ubóstwa,
zaniedbań i chorób, o które powinniśmy się zatroszczyć w pierwszej
kolejności. Jednakże walka z nędzą na swoim podwórku
i pomoc dla innych krajów nie powinny się wykluczać. Nie
można bowiem zamykać oczu na to, co się dzieje na świecie
– na głód, wojny, obszary pogrążone w zapaści cywilizacyjnej.
Za pomocą dla krajów ubogich przemawiają argumenty
ze sfery etyki, emocji, ale też zwykły realizm…”
Wówczas zachęcałem do dyskusji nad formami pomocy,
które mogłyby być dla nas niezbyt uciążliwe. Np. zwiększenie puli
stypendiów dla studentów z krajów rozwijających się. Z opowiadań
Polaków wiem, że jeśli znaleźli się w takich krajach,
jak Egipt, Irak czy Wietnam, to byli zaskoczeni serdecznością
tamtejszych notabli studiujących wcześniej w Polsce.
Wróćmy jeszcze do muru berlińskiego i różnych wypowiedzi
na temat jego zburzenia. Znalazły się w nich słowa
uznania dla naszej Solidarności i Jana Pawła II. Bez nich
podział Europy mógłby trwać znacznie dłużej. Warto odnotować
również zaskakującą i szczerą wypowiedź Gorbaczowa. Na
pytanie, dlaczego tak łatwo Związek Sowiecki godził się na
te, niekorzystne dla niego, zmiany, odpowiedział po prostu: to co,
mieliśmy wywołać III wojnę światową. Warto również przeczytać
rozmowę Jerzego Baczyńskiego z Gorbaczowem na ten
temat („Polityka” z 31 października br.) i na temat wzajemnych
stosunków między Polską a Rosją. Wybrane fragmenty:
„Znam Polaków. W okresie pierestrojki nawiązaliśmy
bardzo dobre stosunki. Staraliśmy się zrozumieć ruch Solidarności,
poparliśmy decyzję o Okrągłym Stole.”
„Powiem więcej: to co robiła Polska, było dla nas ważne,
wasi reformatorzy przyjeżdżali do nas, dzielili się doświadczeniem.
To był proces zbliżenia, współpracy, chodziło o to, żeby
przyszłe pokolenia miały lepsze życie i lepsze wzajemne stosunki.
A wy wciąż wylewacie rtęć, o której się mówi, że wszystko
zatruwa. Jakie jest wyjście? Mamy wciąż walczyć? To oczywisty
absurd. Chciałbym zwrócić się do Polaków: budujmy razem
naszą przyszłość, podtrzymujmy kontakty, wymieniajmy opinie,
handlujmy, uczmy się nawzajem, uczmy dzieci współpracy”.
A o tę współpracę nadal trudno.
Pogodziliśmy się z Niemcami, sprzyjamy Ukrainie, a nadal
wyciągamy wszystkie krzywdy doznane od Rosjan, choć jak pisze
prof. Bronisław Łagowski („Przegląd” z 16 sierpnia 2009) to
nie lud rosyjski, ale jego władze szukały odwetu na Polakach.
Kiedy wyzwolimy się z tego zamkniętego kręgu? Jeśli my
hucznie świętujemy „zwycięstwo nad Wisłą”, to władze Rosji
ustanawiają święto wypędzenia wojsk polskich z Moskwy. Czy
w ogóle w XXI wieku jest sens obchodzenia rocznic związanych
ze zwycięstwami w wojnach lub z klęskami, które zamieniamy
w sukcesy? Świętujmy rocznice Konstytucji 3 Maja,
jako powiew wolności i przemian społecznych, rocznicę wyboru
Polaka na Stolicę Apostolską, bo swoim działaniem dał
się poznać całemu światu. Obchodźmy rocznicę urodzin Kopernika,
Marii Skłodowskiej-Curie – dwukrotnej noblistki –
i innych nieprzeciętnych ludzi. A teraz godnie i z zaangażowaniem
obchodźmy ustanowiony przez ONZ Rok Chopinowski
i postarajmy się, aby było o tym głośno w całym świecie.